Karnet
Organizator:
Kino KOSMOSKarnet Hitchcock
Mistrzowski kwintet: Alfred Hitchcock. Dwugłos w ramach wprowadzenia
Michał Oleszczyk: Wiem, że obydwu nam bliskie jest słowo „klasyka”. Ale czy mówiąc o Hitchcocku per „klasyk”, czegoś mu czasem nie zabieramy? Hitch zawsze mówił, że swymi filmami chce grać na emocjach widzów; że widownia to jego instrument, a rzemiosło filmowe to uderzanie we właściwe struny tego instrumentu. Mówiąc „klasyk” chyba izolujemy się od tych uderzeń? Bo klasyk jest szacowny, zacny… bezpieczny! Czy Twoim zdaniem te filmy, które zobaczymy w cyklu, są bezpieczne? A może potrzebny jest nam trigger warning: Hitch sprawi, że poczujesz coś, czego jeszcze nie czułeś?
Sebastian Smoliński: Hitchcock jest jednocześnie klasyczny i współczesny – mam nadzieję, że widzowie naszego przeglądu nie dostrzegą w tym sprzeczności. Nie da się ukryć, że to, co było „niebezpieczne” w latach 50., stało się już trochę oswojone; że wejście ikonicznych obrazów Hitchcocka na stałe do globalnej popkultury uczyniło z niego reżysera „rozpoznanego”. Ale będę uparcie twierdził: na pewno nie oczywistego. Od 2019 roku nagrywamy razem anglojęzyczny podcast „Foreign Correspondents: Deeper into Hitchcock” o całej filmografii Hitcha, za nami już ponad 40 odcinków – a więc powrót do kilkudziesięciu filmów. Ta przygoda pokazała mi, że tylko pozornie znamy to kino. I przede wszystkim: dopiero w kinie wizjonerstwo reżysera ujawnia w pełni swoją logikę wielkiego ekranu: w zakresie użycia gwiazdorskich twarzy, muzyki, montażu, kompozycji i ruchu kamery. Trigger warning: poczujesz coś, czego jeszcze nie czułaś, oglądając Hitchcocka w kinie!
Michał: Idealnie powiedziane! Mimo że moja przygoda z Hitchem trwa już ponad trzydzieści lat (zaczęła się z telewizyjnym seansem Ptaków w 1992 roku), zawstydzająco mało filmów Hitchcocka miałem okazję oglądać na dużym ekranie. A ilekroć to się udawało, przekonywałem się z całą mocą, że Hitch planował te filmy właśnie na duży ekran, jako doświadczenie kinowe. On sam świetnie znał różnicę między opowiadaniem telewizyjnym a kinowym – w końcu był pionierem serialowym, dzięki cyklowi Alfred Hitchcock przedstawia. Ale w kinie okazał się prawdziwym geniuszem zarówno w użyciu czerni i bieli, koloru, jak i dźwięku. Dodałbym też, że eksperymentował z nowymi możliwościami technicznymi, np. z systemem szerokoekranowym VistaVision, w którym nakręcił obecne w przeglądzie tytuły: Zawrót głowy i Północ, północny zachód. W Ptakach bawił się nowatorskimi efektami specjalnymi jak, nie przymierzając, James Cameron! To cudowne, że będzie można zobaczyć to na dużym ekranie. A zmieniając nieco temat… O czym są dla Ciebie filmy Hitchcocka przede wszystkim? Zapomnijmy o formie i zapytajmy o treść. Czy jest jedno słowo, które przychodzi Ci na myśl, kiedy myślisz o „Hitchcockowskim temacie”?
Sebastian: Pytasz o jedno słowo, a oczywiście Hitchcock to temat-rzeka i całe uniwersum. Ale jeśli miałbym wybierać, to tym słowem byłby lęk. Po naszej powtórce z Hitchcocka zacząłem wyraźniej dostrzegać kruchość portretowanych przez niego postaci i rodzaj thrillera, jaki wypracował. W filmach tego bodaj najpopularniejszego reżysera wszech czasów mamy stosunkowo mało sprawczości – to nie są opowieści, w których bohaterowie i bohaterki pokonują przeszkody, rozprawiają się ze złem, a na koniec mamy jako widzowie satysfakcję, że kibicujemy zaradnym, przebojowym postaciom (jak w większości kasowych hitów innych twórców). Postaci hitchcockowskie są zalęknione, niepewne, przestraszone, błądzą – i Hitch genialnie oddawał właśnie to poczucie zagubienia, strachu i wstydu. Myślę, że dotyczy to wszystkich filmów, jakie pokazujemy w Mistrzowskim kwintecie, nawet jeśli poszczególne z nich mają nominalnie tzw. szczęśliwe zakończenie. A dla Ciebie czym jest ów „Hitchcockowski temat”?
Michał: Myślę, że jest nim poczucie winy – jak na katolika przystało, bo Hitchcock jest jednym z arcykatolickich reżyserów, na równi z Robertem Bressonem czy Ermanno Olmim. Ten lęk, który trafnie nazwałeś, ma źródło w świadomości grzechu, która u Hitchcocka zostaje pożeniona z umiłowaniem makabrycznego poczucia humoru. Hitchcock przeczuwa, że Bóg może być okrutnym żartownisiem – raz po raz bohater Hitchcockowski wpada w tarapaty, mimo że jest relatywnie „niewinny”, tylko po to, by odkryć, że ta jego niewinność jest pozorna. Idealnym przykładem jest L.B. Jeffries z Okna na podwórze, którego jedynym grzechem jest ciekawość… dopóki nie zdamy sobie sprawy, że morderca z naprzeciwka w pewnym sensie realizuje najskrytsze marzenie Jeffa o życiu wolnym od małżeństwa. Dla mnie tematem twórczości Hitcha jest niemożność ucieczki od samego siebie. Możemy dokonać nagłego aktu skruchy, jak Marion Crane – ale właśnie wtedy okrutny los złoży nam fatalną wizytę pod prysznicem. Możemy żyć beztrosko, jak Roger O. Thornhill, ale na nasze królewskie pstryknięcie palcami odpowie nie kelner, ale złośliwe przeznaczenie. I to właśnie kadr z Północy, północnego zachodu jest kluczem do Hitcha: puste pole, niebo po horyzont, pojedynczy człowiek, a nad nim – atakujący samolot. Hitch nie zna pojęcia przyjaznego kosmosu. Świat na nas czyha, a do ucieczki musimy być gotowi dzień i noc.
Sebastian & Michał: Zapraszamy do królestwa suspensu!
Wydarzenia objęte karnetem
28.01.2026
Katowice
od 15,50 pln
11.02.2026
Katowice
od 15,50 pln
18.02.2026
Katowice
od 15,50 pln
25.02.2026
Katowice
od 15,50 pln
04.03.2026
Katowice
od 15,50 pln

