CABARET BERLIN na podstawie THE SERPENT'S EGG (JAJO WĘŻA) Ingmara Bergmana
„Człowiek to otchłań – dostaję zawrotu głowy,
Kiedy próbuję zajrzeć w jego głąb”
(Georg Büchner)
CABARET BERLIN to spektakl, który zrealizowaliśmy zafascynowani scenariuszem Ingmara Bergmana THE SERPENT’S EGG (JAJO WĘŻA) w przekładzie Zygmunta Łanowskiego.
Tekst Ingmara Bergmana (historycznie rzecz ujmując) przenosi nas w czas Republiki Weimarskiej.
Berlin 1923 roku – czas chaosu, napięć, nędzy, bezrobocia, galopującej inflacji. Naturalną, bo konieczną reakcją człowieka na taki niepewny czas i tak chwiejną rzeczywistość, jest ucieczka do Kabaretu – w świat iluzji – piękna, nieważne, że złudnego… Żeby móc dalej żyć w świecie pogrążonym w chaosie – potrzebny jest Kabaret: „Dzisiaj żyć, to znaczy bać się. Wszyscy się boją. Ludzie potrzebują kabaretu” (HERR SOLOMON)
I oto jesteśmy w „Cabaret Berlin” i śledzimy epizody z życia artystów cyrkowych, kabaretowych: Abla, Manueli, Maksa, Grety oraz Dyrektora „Cabaret Berlin” Herr Solomona. To świat muzyki, ironii, groteski – dekadencji. Tu śmiech miesza się ze smutkiem. Muzyka jest szczególnie ważna w naszym przedstawieniu – Greta śpiewa Pieśni Toma Waitsa z towarzyszeniem zespołu (opracowanie muzyczna – Max Kowalski).
Ale i tu – w ten zamknięty (jak się wydaje) ezoteryczny świat, który rządzi się własnym rytmem, stylem, potrzebami – wdziera się świat realny, tzw. rzeczywistość.
„Cabaret Berlin” staje się więc nie tylko piękną (iluzyjną!) przestrzenią ucieczki od „brzydkiej”, „złej” rzeczywistości, ale – nolens volens – staje się również jej odbiciem; miejscem, w którym bawimy się (bo chcemy się bawić, by zapomnieć) do końca, udając sami przed sobą, że tuż obok, za kurtyną kabaretu, za drzwiami naszego pokoju, za cienką błoną codzienności – czai się i już… już… dojrzewa „jajo węża”.
Jednym z bohaterów naszego spektaklu jest Komisarz Bauer, który nie godzi się na panujący chaos (i „brak rozkładu jazdy pociągów”) i próbuje (mozolnie i konsekwentnie wbrew rozsądkowi) rozwiązać zagadkowe – wyjątkowo brutalne morderstwa.
Po co? Kogo to obchodzi? Świat się wali, ale Komisarz Bauer stara się – na swój śmieszny sposób – przywrócić w tym świecie porządek i ład. Zbrodnia bowiem musi być ukarana. A tymczasem w tym realnym (poza Kabaretem) świecie ludzie znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.
Bo człowiek – jak powie Hans Vergérus (przyjaciel Abla z dzieciństwa): „człowiek jest konstrukcją wadliwą. Perwersją natury (…) I dlatego: „niszczymy mniej wartościowe jednostki (…) To jedyna możliwość przeszkodzenia ostatecznej katastrofie. Rozumiesz, Abel – to jest konieczny, historyczny, ewolucyjny proces, który Historia doceni, jako jedyny sposób ocalenia świata”.
Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Kabaret (sztuka)? A Artysta? „Cóż po artyście w czasie marnym?”
Ale głównym – choć niewidocznym, ledwie przeczuwalnym – Bohaterem „Cabaret Berlin” nie jest bowiem Jednostka (Artysta) i jej los, wolność, godność, ale ów heglowski Duch Historii, czy jak kto woli: „Duch Czasu”. Trudny do zdefiniowania, ale jakże realny.
Witkacy w „Sonacie Belzebuba” pisze (ironicznie): „Nawet czytając tylko Biblię i pijąc tylko mleko, nie można uwolnić się od „Ducha Epoki”
Atmosfera strachu, lęku, ksenofobii, narastającej agresji i chamstwa, niezrozumiała (trudna do zrozumienia) postępująca ideologizacja zachowań jednostki, przerażająca siła manipulacji, zniewalający urok kłamstwa. I to paraliżujące poczucie bezsilności, niemocy… lęk…
Czy tak być musi?
Czy potrafimy (chcemy?) odpowiednio wcześniej (czy to możliwe?) rozpoznać czas i miejsce, w którym zaczyna się już wykluwać „jajo węża”?
Czy naprawdę znowu jesteśmy skazani (Fatum?) na to, by w atmosferze akceptacji bądź obojętności (słowem w „cieplarnianych warunkach”) wykluło się „jajo zła” i rozpełzło po świecie, prowadząc nas ku ostatecznej katastrofie?
Ale póki co (i znów to samo – ab ovo) jesteśmy w „Cabaret Berlin”
Śmiejcie się więc, bawcie, płaczcie i myślcie razem z nami!
Zapraszamy,
Andrzej St. Dziuk
Zespół „Cabaret Berlin”
*W spektaklu wykorzystujemy światło stroboskopowe! Pojawia się również dym papierosowy!
W spektaklu wykorzystano teksty i muzykę Toma Waitsa.
Kiedy próbuję zajrzeć w jego głąb”
(Georg Büchner)
CABARET BERLIN to spektakl, który zrealizowaliśmy zafascynowani scenariuszem Ingmara Bergmana THE SERPENT’S EGG (JAJO WĘŻA) w przekładzie Zygmunta Łanowskiego.
Tekst Ingmara Bergmana (historycznie rzecz ujmując) przenosi nas w czas Republiki Weimarskiej.
Berlin 1923 roku – czas chaosu, napięć, nędzy, bezrobocia, galopującej inflacji. Naturalną, bo konieczną reakcją człowieka na taki niepewny czas i tak chwiejną rzeczywistość, jest ucieczka do Kabaretu – w świat iluzji – piękna, nieważne, że złudnego… Żeby móc dalej żyć w świecie pogrążonym w chaosie – potrzebny jest Kabaret: „Dzisiaj żyć, to znaczy bać się. Wszyscy się boją. Ludzie potrzebują kabaretu” (HERR SOLOMON)
I oto jesteśmy w „Cabaret Berlin” i śledzimy epizody z życia artystów cyrkowych, kabaretowych: Abla, Manueli, Maksa, Grety oraz Dyrektora „Cabaret Berlin” Herr Solomona. To świat muzyki, ironii, groteski – dekadencji. Tu śmiech miesza się ze smutkiem. Muzyka jest szczególnie ważna w naszym przedstawieniu – Greta śpiewa Pieśni Toma Waitsa z towarzyszeniem zespołu (opracowanie muzyczna – Max Kowalski).
Ale i tu – w ten zamknięty (jak się wydaje) ezoteryczny świat, który rządzi się własnym rytmem, stylem, potrzebami – wdziera się świat realny, tzw. rzeczywistość.
„Cabaret Berlin” staje się więc nie tylko piękną (iluzyjną!) przestrzenią ucieczki od „brzydkiej”, „złej” rzeczywistości, ale – nolens volens – staje się również jej odbiciem; miejscem, w którym bawimy się (bo chcemy się bawić, by zapomnieć) do końca, udając sami przed sobą, że tuż obok, za kurtyną kabaretu, za drzwiami naszego pokoju, za cienką błoną codzienności – czai się i już… już… dojrzewa „jajo węża”.
Jednym z bohaterów naszego spektaklu jest Komisarz Bauer, który nie godzi się na panujący chaos (i „brak rozkładu jazdy pociągów”) i próbuje (mozolnie i konsekwentnie wbrew rozsądkowi) rozwiązać zagadkowe – wyjątkowo brutalne morderstwa.
Po co? Kogo to obchodzi? Świat się wali, ale Komisarz Bauer stara się – na swój śmieszny sposób – przywrócić w tym świecie porządek i ład. Zbrodnia bowiem musi być ukarana. A tymczasem w tym realnym (poza Kabaretem) świecie ludzie znikają w niewyjaśnionych okolicznościach.
Bo człowiek – jak powie Hans Vergérus (przyjaciel Abla z dzieciństwa): „człowiek jest konstrukcją wadliwą. Perwersją natury (…) I dlatego: „niszczymy mniej wartościowe jednostki (…) To jedyna możliwość przeszkodzenia ostatecznej katastrofie. Rozumiesz, Abel – to jest konieczny, historyczny, ewolucyjny proces, który Historia doceni, jako jedyny sposób ocalenia świata”.
Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Kabaret (sztuka)? A Artysta? „Cóż po artyście w czasie marnym?”
Ale głównym – choć niewidocznym, ledwie przeczuwalnym – Bohaterem „Cabaret Berlin” nie jest bowiem Jednostka (Artysta) i jej los, wolność, godność, ale ów heglowski Duch Historii, czy jak kto woli: „Duch Czasu”. Trudny do zdefiniowania, ale jakże realny.
Witkacy w „Sonacie Belzebuba” pisze (ironicznie): „Nawet czytając tylko Biblię i pijąc tylko mleko, nie można uwolnić się od „Ducha Epoki”
Atmosfera strachu, lęku, ksenofobii, narastającej agresji i chamstwa, niezrozumiała (trudna do zrozumienia) postępująca ideologizacja zachowań jednostki, przerażająca siła manipulacji, zniewalający urok kłamstwa. I to paraliżujące poczucie bezsilności, niemocy… lęk…
Czy tak być musi?
Czy potrafimy (chcemy?) odpowiednio wcześniej (czy to możliwe?) rozpoznać czas i miejsce, w którym zaczyna się już wykluwać „jajo węża”?
Czy naprawdę znowu jesteśmy skazani (Fatum?) na to, by w atmosferze akceptacji bądź obojętności (słowem w „cieplarnianych warunkach”) wykluło się „jajo zła” i rozpełzło po świecie, prowadząc nas ku ostatecznej katastrofie?
Ale póki co (i znów to samo – ab ovo) jesteśmy w „Cabaret Berlin”
Śmiejcie się więc, bawcie, płaczcie i myślcie razem z nami!
Zapraszamy,
Andrzej St. Dziuk
Zespół „Cabaret Berlin”
*W spektaklu wykorzystujemy światło stroboskopowe! Pojawia się również dym papierosowy!
W spektaklu wykorzystano teksty i muzykę Toma Waitsa.
*******
Bezpieczne zakupy w Bilety24. W przypadku odwołania wydarzenia, gwarantujemy automatyczny zwrot środków potwierdzony komunikatem wysyłanym na adres e-mail, podany podczas zakupu.
Bilety na termin:
06.09.2026 , g. 19:15 (niedziela)
06.09.2026 , g. 19:15 (niedziela)
- 06.09.2026 , g. 19:15
- Zakopane
- Teatr im. Stanisława Ignacego ...
- od 157,50 pln
Inne terminy
- 05.09.2026 , g. 19:15
- Zakopane
- Teatr im. Stanisława Ignacego ...
- od 157,50 pln
- 14.10.2026 , g. 19:15
- Zakopane
- Teatr im. Stanisława Ignacego ...
- 15.10.2026 , g. 19:15
- Zakopane
- Teatr im. Stanisława Ignacego ...

